Nie czekając na nic, ignorując świat włożyłam słuchawki do uszu i zasnęłam. Obudził mnie głos dochodzący z głośników który informował o zapięciu pasów, bo zaraz będziemy lądować. * Tak szybko zleciało te 5 godzin? * -pytałam w myślach. Zapięłam pasy i spojrzałam na rodziców którzy zrobili to samo. Po 10 minutach wszyscy wychodzili z samolotu. Wzięliśmy nasze bagaże i ruszyliśmy do taksówki która stała przed lotniskiem.Włożyliśmy walizki do bagażnika i wsiedliśmy do samochodu. Tata podał kierowcy kartkę z naszym adresem i powoli odjechaliśmy z lotniska. Gdy byliśmy już pod naszym nowym domem, zdziwiłam się, bo był o wiele ładniejszy od wcześniejszego. Wybraliśmy z bagażnika walizki. Wzięłam swoją i szybko weszłam do domu.
Od razu pobiegłam na górę do
mojego pokoju. Gdy weszłam do środka, byłam zachwycona. Ściany były
fioletowe z plakatami Justina. Tuż obok plakatów znajdowało się
łóżko z żółtą pościelą, a pod oknem stało wielkie biurko z nowym
komputerem. Szybko rzuciłam walizkę na łóżko i zbiegłam na dół
podziękować rodzicom.
- Dziękuję, pokój jest idealny! – krzyknęłam i pocałowałam ich w
policzek, na co się uśmiechnęli.
- Idź się rozpakować, a potem zwiedzimy okolicę – powiedziała mama. Bez słowa pobiegłam na górę się rozpakować. Po zrobieniu tej czynności
postanowiłam napisać do Sally że już jestem w Denver. Gdy włączyłam telefon
zobaczyłam że mam nową wiadomość od Sally.
*Od Sally*
"Hej jesteś na miejscu? już za Tobą tęsknię ; c "
*Do Sally*
"Czeeść. Tak, dojechałam i się rozpakowałam, zaraz z rodzicami pójdę zwiedzić okolicę ale najpierw idę coś zjeść, nie jadłam ponad 7 godzin ; ) ".
Zeszłam na dół i dosiadłam się do taty który siedział przy stole i jadł kanapki.
- Mogę? - powiedziałam spoglądając na kanapkę.
- Jasne, bierz. - podsunął mi talerz z kanapkami. Wzięłam z wędliną i serem. Położyłam ją na talerzu. * Dziwi mnie jedno, ładny dom, śliczny pokój, salon, jadalnia , kuchnia. Skąd rodzice mieli na to pieniądze? Przecież nie było nas stać na to. *
- Kochanie jedz, bo zaraz mama przyjdzie i idziemy. -powiedział tato.
- Już,już zamyśliłam się. Emm... tato? -powiedziałam niepewnie.
- Tak skarbie?
- Dlaczego tutaj, mamy śliczny dom, pokoje, kuchnię, salon a w naszym mieście nie mogliśmy mieć tego co tu mamy? -powiedziałam i zaczęłam jeść kanapkę.
- Kate, już nie będziemy żyli tak skromnie jak żyliśmy. Dostałem nową pracę i dużo zarabiam w niej. Jeśli dobrze pójdzie, to pójdziesz na koncert tego swojego Bimbera.
- Tatoo! -krzyknęłam na niego.
- No dobrze, Justina. -powiedział irytująco.
- Czy ty mówisz naprawdę? - zapytałam z motylkami w brzuchu.
- Tak, ale nic nikomu nie mów, nawet mamie, bo to nie jest pewne. -powiedział i odstawił talerze do zmywarki. Po chwili zeszła mama do salonu, wzięła torebkę i wyszliśmy z domu.
- Gdzie pójdziemy? -zapytałam rozglądając się po sąsiednich domach.
- Do parku, a potem na rynek. - odpowiedziała mama.
Po 5 minutach byliśmy w parku. *Strasznie blisko mamy park.* Podeszliśmy do fontanny z której leciała kolorowa woda.
- Mamoo, zrobiłabyś mi zdjęcie przy tej fontannie? - zapytałam. - Chciałabym dodać na facebooka.
- Jasne, zrobię aparatem. Na szczęście wzięłam go. -powiedziała mama i wyciągnęła aparat z torebki. Ustawiłam się do zdjęcia i po zrobieniu podeszłam do mamy, żeby zobaczyć jak wyszłam. Moim zdaniem zdjęcie było rewelacyjne i jeszcze na tle ta fontanna. Odeszliśmy od fontanny i usiedliśmy na ławce.
- Idę po lody, komu brać i jaki smak? -zapytała mama.
- Weź dla mnie malinowy. -powiedziałam.
- Dla mnie nie bierz, nie chcę. -powiedział tata.
Poczekaliśmy na mamę która po chwili przyszła z lodami. Podała mi jednego, a ja zaczęłam go jeść.
- Idziemy na rynek? Kate zjemy po drodze dobrze? -zapytała mama na co kiwnęłam głową na "tak" i wstałam z ławki.
- To teraz na rynek tak? -zapytałam mamę.
- Tak. - odpowiedziała.
~ 3 godziny później~
Weszłam do domu z dwoma reklamówkami zakupów. Kupiłam sobie buty do szkoły, 3 pary spodni, 5 bluzek, 2 bluzy. Rozpakowałam to wszystko i zeszłam na dół do rodziców.
- Robisz spaghetti? -zapytałam mamę.
- Tak. -odpowiedziała.
- Może ja pójdę zaproszę sąsiadów tych z naprzeciwka do nas na kolację? -zapytałam.
- Świetny pomysł. Powiedz, żeby o 19:00 byli u nas. - powiedziała mama, a ja nałożyłam buty i wyszłam z domu. Chwilę później stałam przed drzwiami domu sąsiadów. Zadzwoniłam dzwonkiem i po chwili otworzyła mi drzwi uśmiechnięta dziewczyna, która wyglądała jak by była w moim wieku.
- Heej, jestem Kate wprowadziłam się do Denver dziś rano i żeby lepiej poznać sąsiadów chciałabym razem z rodzicami zaprosić Cię i twoich rodziców na kolację.
- Ariana, miło mi. -powiedziała z uśmiechem dziewczyna i podała mi rękę. - O której mamy być z rodzicami? -zapytała.
- O 19:00. -powiedziałam i odeszłam. Usłyszałam jak Ariana krzyczy krótkie " Do zobaczenia ". Uśmiechnęłam się i weszłam do swojego domu.
___________________________________
Straaasznie długo, nie było rozdziału, ale to za to, że nie miałam w ogóle czasu na pisanie, a jak miałam czas to nie było weny ; c, mam nadzieję, że już tak nie będzie i, że będę pisała częściej <3
Zostawiajcie komentarze, bo to bardzo wiele znaczy :3
Rozdział pisała ze mną Zuzia, bardzo dużo mi pomogła :]
~ Bertina